Aaała!! Boli mnie bardzo!!! - Maminy Galimatias

Maminy Galimatias
Przejdź do treści

Menu główne:

STREFA RODZICA
    
    
W miarę słoneczna sobota. Spacer do parku, śmiech, zabawa w chowanego i super szybki bieg w kierunku namierzonej kryjówki mamy i nagle Aaaaała !!!! Boli mnie bardzo!!!!! Typowe.

Pisząc ten tekst, jedną ręką mozolnie kleciłam zdanie, po zdaniu, drugą zaś masowałam, gładziłam i ogólnie rzecz ujmując, starał się ulżyć w cierpieniu mojego Dziedzica. Pisanie szło do du***** no bo jak tu napisać cokolwiek, jak co i rusz zerkam w załzawione dziecięce oczęta, spoglądam na  wygięte w podkówkę usteczka niemal bezgłośnie szepczące: Aaaała!!!! Boooooli mnie baaaardzo!!!! Jak tu pisać jak trzeba składać pocałunki mające cudowną moc uzdrawiania i uleczania????
NO ILE MOŻNA!!!!! Aż ciśnie mi się: "Nie płacz". Taaki duży chłopiec i płacze", "Tylko dziewczynki płaczą". "No już. Przestań. NIe boli" I wiecie co? Niech płacze. Niech się mazgai się jak przysłowiowa "baba".  Niech płacze i okazuje emocje, bo przecież czym skorupka za młodu nasiąknie, tym trąci na starość. Nie chodzi mi o to, żeby syn mój w dorosłym życiu rozczulał się już na sam widok słodkiego misia pandy, ale o to, żeby nie wstydził się okazywać emocji oraz aby szczerze i otwarcie mówił o nich.
Pewnie jesteście ciekawi, jakie słowa pocieszenia, tudzież nie pocieszenia, padły z moich ust. Otóż ......... rzekłam ja:
Widzę, że Cię boli.
Widzę ranę i mogę jedynie się domyślać jak bardzo Cię boli.
Jeszcze trochę Cię poboli, ale z czasem przestanie (uważam, że nie można ściemniać dzieciom że coś nie będzie bolało, jak będzie wręcz przeciwnie np. ukłucie igłą. Nie ma nic gorszego niż bycie kłamcą w oczach naszego dziecka).

Zanim wypowiedziałam te słowa, wróciłam pamięcią do do chwil, w których ja odczuwałam fizyczny ból. Ból głowy, ból zęba, poród (rodziłam bez znieczulenia), ból stłuczonego małego palca  (ależ bolało). Tylko JA, wyłącznie JA mogłam wiedzieć jak się w danej chwili czuję. Więc dlaczego mówimy: nie płacz, nie boli tak bardzo skoro nie wiemy jak jest naprawdę. Gdyby podczas porodu, lekarz uraczyłby mnie podobnym tekstem, złapałabym go chyba za …......  
Nie możemy wymagać od naszych dzieci aby przestały okazywać emocje, bo jeśli to zrobimy to niestety pozbawimy je niezwykle cennej umiejętności radzenia sobie z silnymi przeżyciami jak również nieświadomie przyczynimy się do tego, że skazujemy je na późniejsze nieprzyjemności.
Tłamszone i duszone w sobie emocje, wcześniej czy później, znajdą swoje ujście. W nagłym i niepohamowanym płaczu, śmiechu czy też złości i gniewie.   
Maciek należy do dzieci bardzo wrażliwych, delikatnych i subtelnych (stwierdzenie, które już dawno, dawno temu padło z ust lekarza pediatry ;) ) ale też, niemal od zawsze umiał nie tylko przytulać się, przepraszać czy też mówić: "kocham cię", ale przede wszystkim potrafił i nadal potrafi  mówić o swoich uczuciach i nazywać je.
np. Mama, Przeproś mnie, bo sprawiłaś mi przykrość tymi słowami (wypowiedź 4-latka na słowa matki wypowiedziane rano, tuż przed wyjściem do przedszkola i pracy: Maciuś. Szybciej. Ruszasz się jak ślimak ).

Nie wszystkie jednak dzieci umieją nazwać to, co w danej chwili czują i przeżywają. Dlatego też niezwykle ważne jest, aby gdy emocje już opadną, porozmawiać o tym co się stało i wypracować sposób postępowania w przypadku ponownego powtórzenia się ich. Równie ważne jest to, aby konkretne uczucia pomóc dzieciom rozpoznać i nazwać. Tylko dzięki takiemu postępowaniu, w przyszłości nasze dzieci będą potrafiły znacznie lepiej zrozumieć co się z nimi dzieje. Traktujemy nasze dzieci jak drugiego człowieka, któremu chcemy pomóc w taki sposób, aby sam poradził sobie z własnymi emocjami a nie jak człowieka, którego chcemy we wszystkim wyręczyć. Nam rodzicom wydaje się, że wszystko wiemy najlepiej. I tu muszę niektórych z nas bardzo, ale to bardzo rozczarować. Nie wszystko wiemy lepiej i wiele rzeczy nasze pociechy muszą przeżyć same albo zwyczajnie same się ich nauczyć. Niech nas Rodziców ręka boska broni, aby zatrzymywać ten proces, a nasze złote rady zostawmy na .......... później.

Tak  więc, nie zakładajmy z góry, że rozumiemy drugą osobę. Spróbujmy raczej zrozumieć ją, a jeśli szargają nami wątpliwości, to dopytujmy. To jest prawdziwa empatia, której tak bardo chcemy nauczyć nasze dzieci. Pamiętajmy też, że nic na siłę. Nie chodzi o to, żeby pomocnicze pytania wyrzucać z siebie z szybkością karabinu maszynowego. Czasami samo bycie obok,  milczenie czy też przytulenie, będzie wystarczające.
Następstwa tego, że ktoś nie potrafi poradzić sobie z pojawiającymi się emocjami, bo zamiast się ich uczyć stale je odpychał i tłamsił, mogą mieć daleko idące skutki, takie jak izolacja społeczna, kompleksy, stale towarzyszący niepokój czy rozdrażnienie a nawet depresja.  
Zdobycie owych umiejętności już w najmłodszych latach będzie pomocne w podejmowaniu właściwych decyzji w całym ich dorosłym życiu.  


   Powyższy wpis, podobnie jak pozostałe, powstał pod osłoną nocy, także ................ nie powiem, napracowałam się przy nim. Jeśli  podobał Ci się, czy też okazał się przydatny, napisz mi o tym, polub, zostaw ślad w postaci komentarza. To dla mnie miłe, ważne i niezwykle motywujące.
           Jeśli uważasz, że jeszcze komuś może okazać się pomocny, nie wstydź
się – puść go dalej w eter.  
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego