Audiobooki "Zwierzochłopiec...." 07-01-2018 - Maminy Galimatias

Maminy Galimatias
Przejdź do treści

Menu główne:

STREFA RODZICA

Na początku chciałam tylko polecić Wam fajnego audiobooka, który trafił do nas  prosto z Juniorowa w ramach nagrody za udział w konkursie na kalendarz adwentowy (pełen tekst możecie przeczytać TUTAJ, natomiast jak wykonać  NASZ kalendarz również TUTAJ ). Noooooo właśnie, audiobook, czyli coś dla leniwych rodziców i nie tylko rodziców.

Nie ma bata. Zapewne domyślacie się już, jaki mam stosunek do tego typu "książek", ale czy chcecie tego czy nie, muszę wypowiedzieć się w tej kwestii.
Nie wiem jak Wy, ale my naszemu Maćkowi czytamy codziennie. Nooooooooo zdarzają się wyjątki tj. takie wieczory, kiedy Maciek zwyczajnie chce obejrzeć katalog prezentujący jego najulubieńsze klocki. I nie ma w tym nic złego. Godzimy się na to, bo i dlaczego nie mielibyśmy tego zrobić. W końcu nie jesteśmy despotycznymi rodzicami, którzy sztywno trzymają się jakiś zasad tylko dlatego, że ktoś kiedyś powiedział ….... czytaj dziecku 30 minut dziennie. Codziennie. Czytamy bo lubimy czytać i sprawia nam to wieeeeeelką radość. Nam i naszemu Maćkowi.
No tak. Już sama skumałam, że powinnam dokonać korekty pierwszego zdania i napisać ..........
.
.
.................nie wiem jak Wy, ale my naszemu Maćkowi czytamy prawie codziennie (nie licząc wieczorów z gazetką) ;)

Wiem. Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo wszyscy staramy się jak najczęściej i jak najwięcej czytać swoim dzieciom, wpajając im tym samym dobre nawyki. Chciałam Wam jedynie powiedzieć, że jakoś do tej pory nie mieliśmy możliwości i okazji słuchania książek. Dlatego też mieliśmy mieszane uczucia co do otrzymanej nagrody. Jakoś audiobooki do nas nie przemawiały i w tej formie „czytania” nic nie było dla nas atrakcyjne. Zwyczajnie między nami nie iskrzyło. Osobiście uważałam audiobooki za najgorszą z możliwych form książki, stworzoną właściwie dla leniwych lub mających problemy ze składaniem liter. Nie mogłam pojąć, jak świadomie i dobrowolnie można wybrać książkę, w której ktoś głosem narzuca nam tempo czytania i interpretację emocji bohaterów. Uważałam wręcz (czas przeszły uzyty został świadomie), że słuchanie audiobooków nie jest prawdziwym czytaniem książek i że wręcz zabija  pasję czytelniczą.

Ja + audiobook = niekontrolowane ziewanie i nagły atak senności.

Jakoś papier to papier. Trzymanie książki w rękach, czucie jej zapachu, wodzenie dłońmi po gładkim papierze, odwracanie kartek, słuchanie ich szelestu i czekanie z niecierpliwością na to, co odkryją przed nami kolejne strony. Nawet noszenie ciężkich egzemplarzy w torebce jest niczym w porównaniu z tym, jaką radość daje mi czytanie.
Takie rzeczy cieszą nie tylko dorosłych ale także dzieci, które nie mogą doczekać się kolejnej  ilustracji albo rozwiązania arcy trudnej zagadki. Poza tym książka stwarza okazje do bycia blisko z mamą, tatą, babcią, dziadkiem do których można się przytulić, okazać radość, smutek i inne emocje których doświadcza się podczas wspólnego czytania. I jeszcze jedno. Korzystanie z audiobooków postrzegałam jako coś, czym można wyręczyć się w sytuacji braku czasu lub pomysłu na wspólne jego spędzanie. Wiecie o co mi chodzi.
Poza tym, niby powód prozaiczny ale istotny - po książkę zawsze można ot tak, zwyczajnie sięgnąć bez tych całych ceregieli związanych z odpalaniem sprzętu na którym można odsłuchać audiobooka. Jakoś z Tomkiem w tej kwestii jesteśmy tradycjonalistami, tym bardziej nie wyobrażałam sobie żeby Maciek był w stanie wysłuchać książki a przede wszystkim wsłuchać się w nią i coś z niej wynieść. Pewnie wydaje się wam to śmieszne, zważywszy na fakt, że sam  nie umie jeszcze czytać, więc siłą rzeczy „skazany” jest na słuchanie i że w ogóle nie powinno mu to robić różnicy. Może w przypadku słuchania książki do snu tak, ale co ze słuchaniem książki, która leci gdzieś w tle, w ciągu dnia, podczas zabawy?
Nooooo więc nadszedł taki dzień, kiedy siadłam i spokojnie pomyślałam. Skoro JUNIOROWO nagradza takim upominkami, to musi to być coś wartościowego. Przemogłam się, zdarłam folię i włączyłam płytę.

W miarę jej słuchania okazało się, że mój sceptycyzm i niechęć do audiobooków powoli znika. Co prawda nic nigdy nie będzie w stanie zastąpić nam książek i nasza miłość do nich pozostanie nizachwiana i niczym niezmącona, to audiobooki powoli zaczynają wkradać się w nasze łaski. I to za sprawą audiobooków dla dzieci. Śmieszne ?? Może tak ? Może nie?

Zaczęłam więc szperać i szukać w sieci pozytywnych opinii na temat słuchania audiobooków i zdziwiłam się bardzo, jak wiele ich znalazłam. Zaliczyć do nich można chociażby poszerzanie słownictwa, rozwijanie pamięci, naukę koncentracji tak ważnej i istotnej w otoczeniu obfitującym w bodźce jak dzisiejsze. Słuchanie np. bajek nie tylko usprawnia funkcje poznawcze, ale także pogłębia inteligencję emocjonalną dzieci, między innymi rozwijając empatię. I co mnie zaskoczyło najbardziej, to to, że jeśli pragniemy rozbudzić w naszych dzieciach miłość do czytelnictwa, to audiobooki idealnie się do tego nadają.
Jeśli tak jak ja (do tej pory), audiobooki uważacie za wroga książek i czytelnictwa, to zapraszam Was do przeczytania genialnego tekstu autorów bloga Juniorowo TUTAJ

Ok. Wracając do audiobooka, który wywrócił nasz czytelnicz świat do góry nogami.
  


    
"Zwierzochłopiec. Dzikie życie Malcolma" Wyd. Lemoniada.pl

to nowa, niesamowita powieść autora nagrodzonego za najzabawniejsze książki dla dzieci. Powiem tylko tyle, że wbrew powszechnej opinii, nie wszystkie dzieci lubią zwierzęta. I właśnie do tego nielicznego grona zalicza się główny bohater o imieniu Malcolm. Chłopiec, który zdawać by się mogło miłość do zwierząt wyssał z mlekiem matki i ma ją we krwi. Nic bardziej mylnego. Malcolm wręcz nie znosi zwierząt. I to nie jakiegoś konkretnego gatunku, ale WSZYTKICH. Nie lubi i nie chce się z nimi bawić, opiekować się nimi, a nawet ich oglądać. Ma to niewątpliwie związek z niemiłym doświadczeniem jakie go spotkało kiedy był jeszcze dzieckiem. Niestety, Malcolm jest w mniejszości. Cała jego rodzina kocha, żeby nie powiedzieć że ubóstwia wszelkiej maści zwierząta i właśnie z tej oto miłości, Malcolm na swoje urodziny otrzymuje …....................... no właśnie co?
Nie zdradzę Wam nic więcej, żeby nie psuwać Wam zabawy ze słuchania „Zwierzochłopca”. A zabawa jest MEGA !!!!

Zapomniałabym dodać. Książkę czyta znakomity Janusz Zadura, dzięki czemu słucha się jej jeszcze przyjemniej.

Klikając TUTAJ możecie posłuchać fragmentu książki a samego audiobooka możecie kupić TUTAJ.



   Powyższy wpis, podobnie jak pozostałe, powstał pod osłoną nocy, także ................ nie powiem, napracowałam się przy nim. Jeśli  podobał Ci się, czy też okazał się przydatny, napisz mi o tym, polub, zostaw ślad w postaci komentarza. To dla mnie miłe, ważne i niezwykle motywujące.
           Jeśli uważasz, że jeszcze komuś może okazać się pomocny, nie wstydź
się – puść go dalej w eter.  
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego