Oszczędny przedszkolak - 28-01-2018 - Maminy Galimatias

Maminy Galimatias
Przejdź do treści

Menu główne:

STREFA RODZICA

         
W życiu każdego dziecka nadchodzi taki czas, kiedy zaczyna ono oszczędzać. No, może na początek, nim on sam skuma o co chodzi z tymi krążkami i papierkami, wokół których dzieje się tyle szumu, to bardziej my Rodzice oszczędzamy w jego imieniu. Ale chyba takie prawdziwe „oszczędzanie” zaczyna się już w przedszkolu (choć oczywiście nie jest, a przede wszystkim nie musi być to normą). Z reguły takim bodźcem do wrzucenia pierwszych pieniędzy są dziecka urodziny.
Wiadomo jak to z urodzinami bywa, prócz prezentów trafia się i mamona. Tak przynajmniej jest u nas, bo przeważnie to dziadkowie decydują się na taką formę prezentów urodzinowych i tym z innych okazji.  W takich oto sytuacjach, przysłowiowym „masz tu perę złotych” towarzyszy dobrze wszystkim znany ciąg dalszy wypowiedzi, w postaci znamiennych słów: „wrzucisz do skarbonki a później coś sobie kupisz”.

Noooooo właśnie i tu powinno paść i pada pytanie ........ czy owy scenariusz jest Wam znany? Znacie ten tekst?
No więc Maciek, jako że jest rozsądnym prawie dorosłym 7-dmio latkiem, swoje fanty przekazał rodzicom a ci .......... wcisnęli je do jego świnki skarbonki (choć akurat w tym przypadku świnia okazała się być autem ;)   ). Latorośl nasza jest wielkim fanem klocków LEGO dlatego też z góry wiadomo było, na co będzie chciał przepuścić kasę, pytanie tylko na jak drogi zestaw. Nie  ukrywam, że Maciek jest posiadaczem znacznej ilości klocków LEGO, bo to właśnie klocki i tworzenie z nich sprawia mu największą radość.

Nigdy nie byliśmy zwolennikami kupowania wszystkiego ot tak sobie, pod wpływem chwili, maślanych oczu albo co gorsza histerii (choć Maciek nigdy, ale to nigdy nie urządzał nam żadnych scen). Nigdy nie kupowaliśmy też w wielkich popularnych sklepach z zabawkami tylko ............. od Was, takich samych rodziców ja my. Jest tyle portali społecznościowych a na nich po jednej stronie ekranu Wy, którzy chcecie sprzedać zabawkę z drugiej zaś my – chcący ją kupić. Nigdy też nie robiliśmy przed młodym tajemnic z tego, że część klocków które posiada jest klockami używanymi, że zestaw może być uboższy np. o ludzika czy też kilka elementów, których brak nie wpływa na działanie czy też wygląd zabawki. I wiecie co? Żadnego grymasu niezadowolenia na twarzy, żadnego!!!!

No, ale nie o tym miało być. Swoim zwyczajem ociupinkę zboczyłam z wyznaczonej ścieżki ;) Także wracam do meritum, a mianowicie do oszczędzania.

Jak już co nieco znalazło się w skarbonce, zaczęło się snucie planów marzeń. No troszkę chłopinie brakowało do tego wymarzonego zestawu (mówiąc troszkę mam na myśli  znacznie więcej niż troszkę), ale zaproponowaliśmy, że możemy spróbować sprzedać kilka zabawek, z których już wyrósł i którymi już się nie bawi, a pieniądze które otrzymamy z ich sprzedaży zasilą jego skarbonkę.
Od dawien dawna oboje wiedzieliśmy że Maciek jest niezwykle rozsądnym dzieckiem, nigdy nie histeryzował przed uginającymi się pod ciężarem zabawek sklepowymi półkami. Nigdy też nie dostawał zabawki na „już”. Zawsze cierpliwie czekał aż starzy, w zaciszu domowego ogniska, zrobią rekonesans wśród ofert dostępnych na rynku, znajdą najlepszą ofertę i klikną. I niezwykle łatwo przyszło mu rezygnowanie z drobnych przyjemności, takich jak arcyważna i popularna gazetka z mega czaderskim gadżetem, samochód hot wills, MC i wiele innych drobnych must have.
Każda zaoszczędzona złotówka od razu trafiała do skarbonki, dzięki czemu młody naprawdę widział że oszczędza i to mu sprawiało wielką przyjemność. Dodatkowo, młodzieniec prócz ekonomii, uczy się  wytrwałości, tego jak podejmować decyzje, jak kalkulować i rezygnować z jednej rzeczy, na rzecz drugiej a także cierpliwości bo: po pierwsze - nie wszystko od razu i od ręki da się sprzedać, po drugie - nie wszystko można od razu i do ręki kupić.
Zawsze staraliśmy się rozmawiać z nim szczerze i spokojnie wytłumaczyć, dlaczego w danej chwili nie możemy kupić mu wymarzonej zabawki. Zawsze też spotykaliśmy się ze zrozumieniem z jego strony.
A i nam serce rośnie na widok tak oszczędnego (ale nie Sknerusa McKwacza), tak przedsiębiorczego,cierpliwego i rozsądnego chłopaka. Dumni jesteśmy jeszcze z tego, że Maciek ani razu nie zechciał sprzedać zabawki, która byłaby uszkodzona czy też niepełnowartościowa. Choć sam bardzo szanuje i dba o swoje zabawki w czeluściach licznych pudeł zdarzają się i takie, które są mniej lub bardziej kontuzjowane. Ale żebyście sobie nie pomyśleli, że mój Junior nastawiony jest tylko na zysk i zaspokajanie własnych potrzeb i  przyjemności. Wiele zabawek (bo to właśnie je najtrudniej jest podarować innemu dziecku) Maciek oddał młodszym dzieciom czy to w przedszkolu, czy to przy okazji rożnych zbiórek organizowanych np. u mnie w pracy, choć nie tylko w pracy.

Ok. I w tym momencie słyszę Wasze myśli, albo chociaż te niektóre ;)
A co poczniemy w momencie, gdy skończą się niechciane już zabawki, a marzenia będą dalej kiełkować? No cóż, jest to nieuniknione i musimy się z tym liczyć. Ale jest na to rozwiązanie, a mianowicie kieszonkowe.
I tu następować będzie po sobie seria kolejnych pytań a pierwszym jakie padanie będzie - Czy w ogóle należy dawać dziecku pieniądze? Myślę, że tak. Tylko musi to być bardzo przemyślane i konsekwentne działanie. Własne zasoby portfelowe pomogą dziecku zrozumieć to, o czym mówimy my dorośli. Że jak się staniemy posiadaczem czegoś, to pieniędzy ma się mniej. Że czasami ma się zbyt mało środków finansowych żeby kupić coś, czego tak bardzo się pragnie. Odmawiając sobie drobnych przyjemności z czasem można zgromadzić kwotę na spełnienie owego marzenia i to się właśnie nazywa „oszczędzać na coś”. Dysponując gotówką trzeba wybierać a wybór ten  często nie jest łatwy.
Otrzymywanie nawet drobnego kieszonkowego jest komunikatem wysyłanym przez Rodzica, że ufamy i wierzymy w nasze dziecko i jego wytrwałość w dążeniu do wyznaczonego celu. Junior uczy się szacunku do pieniądza, zwłaszcza tego, który tak gorliwie był wrzucany do skarbonki. Możemy tradycyjne „nie mogę Ci kupić” z łatwością zamienić na "możesz sobie kupić z kieszonkowego”. Gwarantuję, że Junior 10 razy zastanowi się nad koniecznością posiadania tego czegoś, nim roztrwoni własne zaskórniaki.  
 
No tak, ale żeby kieszonkowe miało sens a Junior wyniósł z tej lekcji dużo, dużo więcej należy przestrzegać kilku zasad.

Zasada nr 1 - jasno określić warunki i zasady wypłaty kieszonkowego oraz jego wysokość i częstotliwość. Można spróbować też ustalić z juniorem „pakiet”, który nadal będą finansować rodzice oraz ten, który w pełni będzie finansowany z kieszonkowego. Ale to wydaje mi się być dobrym rozwiązaniem dla ciut starszych dzieci. Co cwańsze dzieci, (choć chyba każde dość szybko może wpaść na ten szalony pomysł) mogą zaproponować pożyczkę, na poczet przyszłych wypłat.
Radość z zakupionego na tzw. zeszyt przedmiotu, szybko ustępuje miejsca rozczarowaniu w monecie konieczności zwrotu zaciągniętej pożyczki.

Zasada nr 2 (sprawdzian dla rodziców) -  nie wtrącać się. No, ale weź i nic nie mów, kiedy ciężko ciułane pieniądze lekką raczką juniora zostaną przepuszczone na jakiś badziew. Jednakże czy tego chcemy czy nie, jest to normalna kolej rzeczy i tylko poprzez takie doświadczenia i eksperymenty na właśnej skórze,  nasza latorośl nauczy się efektynego oszczędzania i wydawania. A tak miedzy nami, to ile razy zdarzyło się Wam kupić jakiś badziew pod wpływem chwili, na handrę , bo ładne ale zupełnie niepotrzebne ?? No właśnie ;)
Dlatego mówimy TAK – jeśli chodzi o doradzanie i stanowcze Nie- jeśli chodzi o wywieranie nacisku. Lepiej bowiem pokazać słabe strony towaru (to chyba przyjdzie nam baaaardzo łatwo) niżeli od razu negować decyzję i zasadność jego zakupu. Musimy pamiętać, że my rodzice zupełnie inaczej patrzymy na daną rzecz aniżeli nasz Junior. Dla niego nie muszą grać pierwszych skrzypiec walory estetyczne, jakość, trwałość i solidność wykonania oraz funkcje użytkowe. Dla  dziecka najważniejsze może okazać się to, że kolega z przedszkola tudzież szkoły też to ma, albo właśnie nie ma.
No więc dyskutujmy, rozmawiajmy, doradzajmy ale ostateczną decyzję pozwólmy podjąć dziecku. Bez wywracania oczyma, robienia łaski ze wspólnej wyprawy do sklepu a tym bardziej bez słów „a spróbuj tylko mi się tym nie bawić”,

Zasada nr 3 – rozmawiajmy o pieniądzach, jego wartości i konsekwencji jego bezmyślnego wydawania. Dzielmy się swoimi doświadczeniami ale też słuchajmy drugiej strony – naszego dziecka.


Jesli chodzi o to, kiedy i ile dawać to myslę, że jest to podejście indywidualne. My naszemu Maćkowi dajemy 5 zł. tygodniowo. Dodatkowo, jesli uda nam się sprzedać jakąś zabawkę, również i ta kwota trafia do jego skarbonki.  Ostatnio dzięki takiemu sposobowi oszczędzania młody mógł kupić sobie wymarzony zestaw LEGO. Radość dziecka z tego, jak opowiadał, że kupił go sobie za własne zaoszczędzone pieniądze – bezcenna.
Fakt, młody nie dokońca rozumie jeszcze specyficzną pieniężną matemtykę ze swoimi zawiłościami dotyczącymi relacji złotówki do groszy i całym tym wydawaniem reszty, ale przy naszym wspaciu jakoś daje radę. Oczywiście w takim wypadku można też poczekać, aż Junior lepiej pozna pieniądze w teorii, w szkole czy też podczas zabawy.

To teraz ile w końcu dawać tego kieszonkowgo? Raz a dobrze, czy lepiej mniej a częściej? Młodszym 6-8 letnim dzieciom trudniej jest  zrozumieć i ogarnąć planowanie długoterminowe. Kieszonkowe powinno starczyć na drobne bieżące przyjemności lub dać realną możliwość uzbierania na coś  konkretnego tak jak to było w przypadku Maćka i jego Lego. Dlatego to zagadnienie należy rozpatrywać bardzo indywidualnie.

Na koniec jedna z moich ulubionych konwersacji z Maćkiem.

Maciek - Mamaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, a kupicie mi kiedyś …......... (i tu pada nazwa wymarzonego czegoś)?
Ja - Tak, kupimy

kilka, albo raczej kilkanaście takich oto pytań później

Maciek - Mamaaaaaaaaaaaa, a pamiętasz jak mówiliście, że kupicie mi kiedyś ….... ?
Ja - Tak, pamiętam
Maciek  - Noooooooooo, to to kiedyś już minęło.

Ups. Nadszedł czas rozliczenia się ze swych obietnic.

   Powyższy wpis, podobnie jak pozostałe, powstał pod osłoną nocy, także ................ nie powiem, napracowałam się przy nim. Jeśli  podobał Ci się, czy też okazał się przydatny, napisz mi o tym, polub, zostaw ślad w postaci komentarza. To dla mnie miłe, ważne i niezwykle motywujące.
           Jeśli uważasz, że jeszcze komuś może okazać się pomocny, nie wstydź
się – puść go dalej w eter.  
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego