Stroik Świąteczny - 26-11-2017 - Maminy Galimatias

Maminy Galimatias
Przejdź do treści

Menu główne:

DIY
          
          Przedszkolne wyzwania – radość współtworzenia czy kłody rzucane pod nogi ??

Okres świąt bożego narodzenia to czas, kiedy każdy rodzic przedszkolaka staje przed licznymi wyzwaniami, które aż krzyczą z tablic ogłoszeniowych. Jak wynika z poczynionych przeze mnie obserwacji (a miałam sporo czasu  i sposobności żeby takowe poczynić) wynika, że wielu rodziców z lękiem malującym się na twarzy podchodzi do  wspomnianej już przeze mnie tablicy ogłoszeń i wyjmuje małe liściki (bynajmniej nie miłosne) z szafki swej pociechy. Bo o ile dopilnowanie żeby latorośl przyswoiła tekst jaki ma wygłosić podczas występu jest do ogarnięcia,  to już przygotowanie odpowiedniego na tę okoliczność stroju czy przebrania  napawa strachem i lękiem (temat przebrań, strojów i kostiumów również się pojawi). To samo dotyczy pracy plastycznych i innych zadań wymagających manualnych zdolności. Prócz chęci, trzeba tez sporego zaangażowania i czasu, którego (nie oszukujmy się) mamy coraz mniej.

Kilka dni temu pokazywałam Wam, w jak szybki i łatwy sposób wykonać kalendarz adwentowy TUTAJ, dziś natomiast zaprezentuję Wam ubiegłoroczny stroik świąteczny według wizjonerskiego pomysłu Maćka.  I choć bardziej wpasowałby się on w tegoroczny konkurs –" Mikołaj oczami dziecka" to była to jego wizja, jego pomysł i nasze rodzinne wykonanie. Kłamstwem byłoby napisanie tutaj, że 5-cio latek pomysły swe samodzielnie wcielił w życie, bo tak nie było (chociażby ze względów bezpieczeństwa). Angażujemy się nie dlatego, że w niego nie wierzymy, ani że jego pomysły są mało trafione i wykonanie na niskim poziomie. Oooooooooooooooooo nie!!! Nic bardziej mylnego. Naturalną dla nas rzeczą jest to, że lubimy takie wyzwania  i angażujemy się w nie wszyscy. Choć wiadomo, że pierwsze skrzypce gra Maciek ;)
Każdy konkurs czy spotkania tematyczne zorganizowane w przedszkolu służą zacieśnianiu więzów rodzinnych oraz wspólnemu spędzaniu czasu. Dodatkowo podczas takich prac, dziecko uczy się współpracy, cierpliwości, kompromisu, szacunku do współtwórców projektu i ich pomysłów.  Uczy się podejmować decyzje, rywalizacji, jak odnosić sukces i radzić sobie z porażkami i rozczarowaniami.  

A teraz coś, co może Was zaskoczyć. Podczas takich wyzwań to MY - rodzice uczymy się cierpliwości (no bo ile czasu potrzeba aby pomalować słońce), kompromisu, szacunku do współtwórców projektu i ich pomysłów (to w końcu projekt naszego dziecka a nie nasz i jeśli kot ma być muśnięty wszystkimi kolorami tęczy to niech tak będzie), współpracy i kompromisów, dzielenia się swoimi pomysłami i logicznego ich wyjaśnienia oraz pozwolać dziecku na samodzielne podejmowanie decyzji.  
Może wydać się to Wam śmieszne, ale my rodzice trudniej radzimy sobie z tzw. porażkami i przegranymi, choć w tym przypadku nie można mówić o przegranych. Każdy kto wziął udział w tym czy innym projekcie, spędził czas ze swymi bliskimi na planowaniu i przygotowaniach do niego już jest WYGRANYM.

Ok. Miałam pokazać Wam stroik świąteczny według pomysłu Maćka i choć na krótką chwilę zboczyłam z tematu, to wróciłam na właściwą ścieżkę i poniżej prezentuję Wam działo Dziedzica mego.   
W związku z tym, że w ubiegłym roku nie śniło mi się jeszcze prowadzenie własnego bloga, to i nie miałam w zwyczaju uwieczniania procesu tworzenia na każdym jego etapie. Mogę Wam jedynie powiedzieć, że do wykonania stroiku świątecznego użyliśmy:
- jako podstawy niewielkiej kartonowej skrzyneczki (odwróciliśmy ją)
- falistego brystolu w bajecznie zielonym kolorze, dodatkowo mieniącym się
- styropianowych kul i trójkąta
- błyszczącyh  styropianowych choinek
- kilka mini figurek tj. narciarze
- kolorowej pianki, której użyliśmy do wykonania płotu, rąk bałwanka i dymku
- styropianu, który wykorzystywany jest między innymi w kwiaciarniach przy tworzeniu stroików. Tutaj posłużył do wykonania domku
- sztucznego puchu, którego mamy więcej niż możecie sobie wyobrazić,(wkład do poduszek tzw. kulka silikonowa)
- papieru
- farb
- kleju, szpilek
- długich wykałaczkek do przymocowania poszczególnych elementów do podłoża
 

I tyle. A efekt ubiegłorocznego przedsięwzięcia możecie obejrzeć poniżej ;)

   Powyższy wpis, podobnie jak pozostałe, powstał pod osłoną nocy, także ................ nie powiem, napracowałam się przy nim. Jeśli  podobał Ci się, czy też okazał się przydatny, napisz mi o tym, polub, zostaw ślad w postaci komentarza. To dla mnie miłe, ważne i niezwykle motywujące.
           Jeśli uważasz, że jeszcze komuś może okazać się pomocny, nie wstydź
się – puść go dalej w eter.  
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego